W poprzednim wpisie na marginesie poruszyłem sprawę tzw. afery 'Fides Ratio Patria'. Okazało się, że wzbudziło to większą uwagę niż główna część notki. W ogóle mnie to nie dziwi. Na joggerze siedzą informatycy i im podobni, którzy nie są w stanie docenić prawdziwej poezji. Przypominam, że chodziło o to, że Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej wykorzystuje hasło 'Fides Ratio et Patria' czym narusza mój dobry wizerunek i inne dobra. Dzisiaj mam odpowiedź. I co niedowiarki?! Podobno Rydzyk całe święta nie mógł spać.
Wielkieś mi uczynił pustki w sercu moim,
Mój drogi Krzyżu, tem zniknieniem swoim.
Wiele was, a jakoby żadnego nie było;
Jednym maluczkim krzyżem tak wiele ubyło.
Tyś za wszystkie robił, za wszystkie tam stał,
Wszystkieś przy Pałacu kąciki ludźmi wypełniał.
Nie dopuściłeś nigdy Tuskowi się frasować,
Ani Jarkowi myśleniem zbytniem głowy psować:
To tego, to owego wdzięcznie ogłupiając,
I onym swym uciesznym śmiechem zabawiając.
Teraz wszystko umilkło: szczere pustki na placu,
Nie masz modlitwy, nie masz rozśmiać się nikomu.
Z każdego kąta żałość człowieka ujmuje:
A serce swej pociechy darmo upatruje.
--
PS.
Doniesiono mi, że Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej ojca Tadeusza Rydzyka podpieprzyła mi hasło "Fides, Ratio, Patria". Jest to o tyle oburzające, że ta szkoła nie ma nic wspólnego z Wiarą, Rozumem, czy nawet Ojczyzną. Będę nalegał, żeby zmienili nazwę. Sprawa jest rozwojowa, będę informował na bieżąco.
Jestem song detective, jak usłyszę jakąś piosenkę to znajduję jej tytuł. To jest moje ostatnie znalezisko:
The Asteroids Galaxy Tour - The Sun Ain't Shining No More
Jest taki polityk Daniel Cohn-Bendit. Zlinkowałbym nazwisko z pl.wikipedią ale dowiedzielibyście się głównie, że jest pedofilem, znaczy się - niby tylko oskarżany... who cares? Pół artykułu o pedofilii. Zresztą teraz nie jest tak źle, początkowo to było:
Z jego osobą związanych jest wiele skandali seksualnych, w tym najpoważniejsze oskarżenie o pedofilę, do której sam się przyznał w swojej zapomnianej autobiografii.
Szczególnie podoba mi się ta "zapomniana autobiografia" :-) Jakby ktoś był zainteresowany to obszerniej o tym można poczytać tutaj.
Krążą po Internecie takie filmiki, głównie z jakimś Nigelem Faragem, który przy akompaniamencie nastrojowej muzyki bashuje wszystkie moje największe autorytety moralne. Wśród nich jest też Cohn-Bendit (za jakieś wybryki z flagą w Czechach czy coś takiego). Za tę flagę go chyba tak nie lubią, że aż muszą pisać o nim PRAWDĘ.
Pomyślałem sobie, że cyrki to dopiero muszą się dziać w artykule o samym Januszu. Nie pomyliłem się, artykuł przeżył wiele wojen edycyjnych, revertów, wandalizmów, blokad. Parę zabawnych:
- o wykształcenie były chyba największe boje
- raz zostawał szlachcicem
- a raz nie
- mniej znane publikacje
- życie prywatne
I dla wszystkich nędznych krytyków, którzy nie potrafią nic innego robić tylko narzekać, mam jedną wiadomość, która wytrąci im z rąk wszystkie argumenty - mamy najlepszą na świecie wiki jeżeli chodzi o publikacje Świadków Jehowy. Ha!
Parę lat temu wpadłem na pomysł wielkiej gry, a raczej całego 'świata' składającego się z co najmniej trzech gier. Jest to idea raczej z tych "w co bym wtopił kupę kasy jakbym był miliarderem". Wymyślałem to leżąc w łóżku i czekając jak usnę, więc może być to momentami niedorzeczne, ale postanowiłem się podzielić, bo wydaje mi się, że obecnie niczego podobnego nie ma (chociaż niedawny Spore w pewnym aspekcie trochę przypomina mój pomysł).
Jest to gra typu multi-player. Opiszę może w skrócie poziomy gry:
1. Szeregowiec
Na tym poziomie gra wygląda jak Battlefield 1942. Taki typowy first person shooter.
2. Dowódca
Gra na tym poziomie jest typu RTT. Na poziomie dowódcy gracz zarządza tym całym mięsem armatnim z niższego poziomu, tzn. wydaje polecenia typu 'zdobyć ten budynek', 'zając tamten obszar', itp. Szeregowcy jakoś tam widzą te polecenia. Dowódca może nagradzać i ganić graczy. Nagradzać, np. za pomysłowość, dobre wykonywanie rozkazów. Najlepsi szeregowcy otrzymywaliby możliwość awansu i dostępu do gry na poziomie dowódcy. W opcji single-player cechy i gra szeregowców byłaby jakoś tam kontrolowana algorytmem ewolucyjnym i dowódca-człowiek nadzorowałby tę ewolucję nagrodami i karami.
3. Generał
Najlepsi gracze z niższego poziomu mieliby możliwość awansu na poziom Generał (mechanizm wyboru najlepszych graczy podobny jak wcześniej). Gra na tym poziomie to bardziej strategiczna turówka typu Panzer General, ale odstęp między turami byłby dużo większy (bardziej godziny i dni, niż minuty) po to, żeby ta cała maszyneria z niższych poziomów mogła przemielić podjęte decyzje i wypluć wynik.
Oryginalnie mój pomysł wyglądał tak, że gracz przyłączając się do gry albo wybiera stronę NATO lub Układ Warszawski, albo jest zgodnie z geografią wrzucany do jednego z dwóch mocarstw. Zakładając, że jest to bardzo popularna gra i non-stop tysiące graczy jest on-line, rozgrywka wyglądałaby tak, że niewielka grupka generałów po jednej i drugiej stronie toczy między sobą wojnę za pomocą dowódców. A dowódcy toczą między sobą bitwy za pomocą szeregowców. I np. generałowie NATO jakoś kolektywnie wydumali (głosowanie?), że zatakują pięcioma dywizjami Polskę. I przez kilka (?) najbliższych godzin gracze z niższych poziomów, którzy się przyłączą do gry będą się tłuc na terenach Polski. Po jakimś czasie będzie znany wynik tego starcia i generałowie będą mogli dalej decydować.
W takim wariancie gry (NATO vs UW) na pewno jakoś trzeba rozwiązać nierówną ilość graczy po jednej i drugiej stronie.
W każdym momencie gracz może grać na poziomie niższym niż swój obecny. Więc w multi-playerze większość grałaby szeregowcami, trochę dowódcami, i garstka generałami. Mniej więcej w stosunku 500-25-1. Oczywiście byłaby dostępna opcja single-player, w której można grać na dowolnym poziomie (może trzeba trzeci poziom trochę zmodyfikować).
Kiedyś chyba jeszcze miałem w głowie jakiś level między dowódcą a generałem, ale nie pamiętam już szczegółów. To zresztą byłaby już chyba zbędna nadmiarowość.
Za sprawą wydanego ostatnio wywiadu-rzeki z Andrzejem Żuławskim stał się on troszkę bardziej znany (a może było na odwrót?). Nie oglądałem wcześniej chyba żadnego filmu tego reżysera. M.in. Krytyka Polityczna zorganizowała w kilku miastach przegląd jego filmów. Wczoraj w Krakowie była "Trzecia część nocy". Pomimo tego, że mało z niego zrozumiałem to, o dziwo, film mi się spodobał. Ale ewidentnie *coś* tam jest, inteligentni (bo kto inny czytałby mojego bloga?) widzowie z pewnością to *coś* wyłapią. Tu by potrzeba było jakiegoś Zizka.
Film to taka oniryczna, symboliczna historia z czasów okupacji niemieckiej. Zawiera fajną, realistyczną scenę porodu (a przynajmniej realistyczną dla takie małego Jasia jak ja co takie rzeczy zna tylko z popkultury). Przez cały film przewija się również motyw karmicieli wszy, który jest oparty na faktach. Ojciec Żuławskiego - Mirosław (współtwórca scenariusza) faktycznie podczas II wojny światowej pracował jako karmiciel wszy. Było to wykorzystywane w opracowanej przez polskiego biologa Rudolfa Weigla metodzie produkcji szczepionki na tyfusa. Kiedyś czytałem, że Stefan Banach karmił tak wszy i zastanawiało mnie jak to niby wyglądało. W filmie jest to szczegółowo pokazane. Zakładało się na nogę opaskę z pudełeczkami z wszami i przez około 45 minut wszy piły sobie krew.
Była to podobno pierwsza skuteczna szczepionka przeciwko tyfusowi. Dzięki swojemu wynalazkowi Weigel mógł prowadzić swój Instytut nawet podczas wojny, okupacji sowieckiej i niemieckiej. Weigel podjął współpracę z Niemcami, ale mógł samodzielnie decydować o doborze personelu. Uratował w ten sposób tysiące ludzi, którzy pracując m.in. jako karmiciele wszy mieli legitymacje Instytutu. Szczepionka nielegalnie trafiała do ludności cywilnej, getta. Do instytutu trafiali profesorowie, inteligencja, partyzanci. W filmie jest fajna scena jak siedzi przy stole przyszła polska inteligencja i karmi wszy.